piątek, 4 stycznia 2013

Wielogłosowość


Nigdy do końca nie zbliżymy się do przeszłej rzeczywistości. Oddzielać nas będą od niej zawsze nasze uczucia. Każda usłyszana relacja zmienia historię. Te same wydarzenia widzimy różnie, opowiadając zaś o nich, nadajemy im wciąż nowy wydźwięk, nowe znaczenie. W ten sposób obraz staje się wielowymiarowy, pełniejszy. Ma więcej odcieni – tyle, ile narratorów. Jego wartość natomiast wzrasta, gdy narratorzy są jednocześnie aktorami – uczestnikami wydarzeń, o których mówią. 

Wołyń. Tu swoje lata dorastania spędziła moja babcia, nieżyjąca już od kilku lat. Jej wspomnienia z tamtego okresu, zapiski, zdjęcia i dokumenty, które się zachowały, składają się jak kalki – jedna na drugiej tworzą spójny obrazek. Co prawda wciąż niedokończony. Dzięki kwerendzie prowadzonej przez Instytut Pamięci Narodowej dotarłem w zeszłym tygodniu do nieznanych mi dotąd materiałów, które rozwinęły kilka wątków historii rodziny na kresach wschodnich. Wśród nich znalazł się życiorys spisany przez mojego pradziadka, babci ojca. Wielogłosowość relacji zbliża do rzeczywistości.

Niestety babcia nigdy nie opowiedziała nam w pełni swojej historii z Wołynia. Jej wspomnienia były raczej wtrącane gdzieś mimochodem. Wtedy jednak, gdy je słyszałem, było mi je, jako kilkuletniemu dziecku, trudno zrozumieć w całości. Z jednej strony piękne opowieści o współistnieniu i bogactwie różnych narodowości, kultur i religii. O przyjaźniach między Polakami, Ukraińcami i Żydami. Z drugiej – wspominania trudne, związane z doświadczeniami wojny, które bolały jeszcze długo po jej zakończeniu. 

Ludobójstwa, pogromy. W licznych nagłych „przeprowadzkach” – wręcz ucieczkach z jednego miejsca na drugie – o których wspominała babcia, dopiero teraz potrafię zobaczyć oddźwięk masowych czystek etnicznych, zbrodni na Polakach, których dokonywano często przy współudziale miejscowej ludności ukraińskiej. Nierzadko dotychczasowi przyjaciele stawali się wrogami, walcząc przeciwko sobie. Obrona własnej ojczyzny jest zrozumiała. Ale trudno o akceptację bestialskich zachowań, wynikających wyłącznie z nacjonalistycznych pobudek. W kościele w Kisielinie, w którym oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej dokonały w 1943 r. mordu na 90 Polakach, moja babcia przystąpiła do pierwszej komunii. Bolesna zadra w jej pamięci wobec Ukraińców pozostała na zawsze. Trudno oceniać to komuś, kto sam takiej tragedii nie doświadczył.


Ruiny kościoła w Kisielinie, gdzie w 1943 r. doszło do zbrodni na ludności polskiej z rąk UPA.
Pod koniec lat 30. moja babcia przystąpiła tu do pierwszej komunii świętej.
Internet: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Kisielinie.

Losy wojenne moich przodków na Wołyniu, podobnie jak wielu innych rodzin, do łatwych nie należały. Zarówno brat babci, jak i ojciec  o czym dowidziałem się z odnalezionego życiorysu  walczyli w oddziałach partyzanckich. Systematycznie przeprowadzano rewizje w ich mieszkaniu. W marcu 1944 r. pradziadek został zmobilizowany do Armii Polskiej. W 1945 r. został aresztowany za "wrogą agitację"  i skazany na 10 lat więzienia (jego historię opisywałem wcześniej). Strach o najbliższych towarzyszył mojej babci codziennie. 

Kisielin, Torczyn, Łuck, Pańska Dolina, Adamówka, Zabara. Obok – nazwiska właścicieli mieszkań, dokładne adresy. Przy niektórych osobach – krótki opis, charakterystyczna zapamiętana cecha osobowości, czasem podana narodowość. Tak zapisaną na jednej kartce historię z Wołynia zostawiła po sobie moja babcia.

Przeglądam obecnie strony internetowe na temat Wołynia. Na jednej z nich – plan Łucka z lat 30. XX w. Dzięki niemu mogę dokładnie zlokalizować mieszkanie rodziny babci: ulica Lubarta 1a, przy placu Katedralnym. Dotarłem też do szczegółowej mapy Pańskiej Doliny. Wśród zaznaczonych gospodarstw – posiadłość Dawidowiczów, u których mieszkała moja babcia wraz z rodzicami i rodzeństwem.



Łuck. Fragment planu miasta z 1937 r. 
Internet: http://www.lvivcenter.org/pl/umd/map/luck-1937.
Na ul. Lubarta 1a w czasie drugiej wojny światowej mieszkała moja babcia z mamą i siostrą.

Nigdy do końca nie zbliżymy się do przeszłej rzeczywistości. Niemniej jednak chciałbym do tych kilku relacji dołożyć swoje własną – udając się pod pozostawione przez babcię na kartce adresy i konfrontując obraz Wołynia, jaki w oparciu o dokumenty, pamiątki i wspomnienia powstał w mojej głowie, ze stanem faktycznym, dzisiaj. Na początek maja zaplanowałem wyjazd do Łucka i okolicznych miejscowości, w których mieszkali moja babcia i jej najbliżsi. Po zmianie granic i ich przyjeździe w 1945 r. do Szamotuł w Wielkopolsce nigdy już na Wołyń nie wrócili.

Genius loci – duch miejsca. Trzeba go doświadczyć, żeby lepiej zrozumieć historię.  

6 komentarzy:

  1. Szanowny Panie!
    Trafiłem tu przez przypadek tropiąc wołyńską historię. Zwróciłem uwagę na fragment:"Kisielin, Torczyn, Łuck, Pańska Dolina, Adamówka, Zabara. Obok – nazwiska właścicieli mieszkań, dokładne adresy. Przy niektórych osobach – krótki opis, charakterystyczna zapamiętana cecha osobowości, czasem podana narodowość. Tak zapisaną na jednej kartce historię z Wołynia zostawiła po sobie moja babcia".Proszę o kontakt: boszarwi@wp.pl lub 607 144 741

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisał pan: "Dotarłem też do szczegółowej mapy Pańskiej Doliny. Wśród zaznaczonych gospodarstw – posiadłość Dawidowiczów, u których mieszkała moja babcia wraz z rodzicami i rodzeństwem."
    Feliks Dawidowicz to mój dziadek. Moja matka Wanda z domu Dawidowicz jeszcze żyje. Zapytam ją o pańską babcię. Ew. kontakt: ufel@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak jak inni trafiłam tu przez przypadek. Szukam rodziny i znajomych z przed wojny - dotyczy Meżerycki Włodzimierz z Łucka i Maria Meżerycka z domu Sudnikiewicz. Moja babcia miała brata chyba Michała, który chyba wyemigrował do Szkocji. Mój adres e-mai : elzawa@poczta.fm Mówię po polsku i po niemiecku. Ela

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam, mojej babci dziadek mieszkał przy ulicy Katedralnej 25 Jan Ulanowski,często przychodziła w odwiedziny i na zamku Lubartów się bawiła Jak wybuchła wojna wyjechali z Łucka.Pozdrawiam Beata S.
    P.S. Pisał Pan na genealodzy .pl że Stefański to rodzina, moze mamy wspólnych przodków:-) assunta25@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę nie zrozumiałem: kto i do kogo przychodził w odwiedziny i bawił się na Zamku Lubarta?... Moi Stefańscy z Wielkopolski pochodzili, rejon Szamotuł. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Witam, mojej babci dziadek mieszkał przy ulicy Katedralnej 25 Jan Ulanowski,często przychodziła w odwiedziny i na zamku Lubartów się bawiła Jak wybuchła wojna wyjechali z Łucka.Pozdrawiam Beata S.
    P.S. Pisał Pan na genealodzy .pl że Stefański to rodzina, moze mamy wspólnych przodków:-) assunta25@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń